Czytelnia polska

W „Newsweeku.pl” Małgorzata Święchowicz i Marta Ciastoch piszą o stalkerach, zmorze osób, posługujących się telefonami – „Stalkerzy: Poszukiwacze bliskości”.

Czytamy tutaj: „– Miałam naiwne przekonanie, że to się zaraz skończy. Przecież nic mu nie zrobiłam, dlaczego się mnie uczepił? – wspomina dziennikarka. Po paczce z kajdankami nie wytrzymuje, idzie na policję. Piotr ma sprawę z paragrafu: uciążliwe nękanie. W sądzie mówi, że nie jest uciążliwy, tylko zakochany. Ma wrażenie, że Lidia w prognozie pogody nawiązuje z nim kontakt, wysyła mu sygnał. Gdy ona tłumaczy wysokiemu sądowi, że nie zna tego pana, nie wysyła mu żadnych sygnałów, nie życzy sobie, żeby dzwonił, pisał, słał paczki, on klęka przed nią z bukietem tulipanów i pyta, czy za niego wyjdzie. Wysoki sąd ogłasza przerwę, po niej wyrok: nagana.
– W sądzie obiecywał, że już nigdy się ze mną nie skontaktuje. Ale decyzja o naganie jeszcze nie zdążyła się uprawomocnić, a on już do mnie dzwonił. Było jeszcze gorzej, bo zdobył numer służbowej komórki – wzdycha Piechota. Otrzymuje setki esemesów dziennie, w tym informacje, że on właśnie stoi na skrzyżowaniu tuż przy jej domu. Na Facebooku zamieszcza jej zdjęcia. Zaczyna rozpowiadać, że są parą, że ona jest jego Mychą, Myszką, Melissą, Pięknisią, Żabcią. „Oj, Lidka – pisuje – spać nie mogę przez ciebie, Żabciu, Żabunio. Ale ty mnie załatwiłaś, kurde”.
Autorki dokonują konkluzji: „Nękają, dzwonią, śledzą, nachodzą. Nie przestają nawet wtedy, gdy dostaną wyrok. Stalkerzy są twardzi, jakby byli ze stali”.

W tygodniku „Solidarność” (nr 29 z 19 lipca) Maciej Chudkiewicz notuje we „Wspólnym uderzeniu”: „Donald Tusk dokonał niemożliwego. Zjednoczył trzy największe centrale związkowe. Teraz związkowcy ostrzegają: jesteśmy jak jedna pięść. Pierwsze uderzenie już we wrześniu.
Do konfrontacji wciąż może nie dojść. Związkowcy czekają na poważną rozmowę o demokracji. Chcą konkretnych rozmów o dialogu, odpowiedzialności społecznej i realnej sile partnerów społecznych. Znając jednak „zapał” Donalda Tuska do dialogu, nie spodziewają się zaproszenia na rozmowy. Stąd przygotowania do gorącej związkowej jesieni”.
W „Podstępnie zwolnionych”, na tych samych łamach, Wojciech Dudkiewicz pisze m.in.: „Ilu nauczycieli straci pracę przed początkiem roku szkolnego – dokładnie nie wiadomo. 7 tys. – według obliczeń resortu edukacji. 11 tys. – według szacunków oświatowej Solidarności. Dwa–trzy razy tyle będzie miało zmniejszony wymiar godzin lekcyjnych. (…)Według niepełnych jeszcze danych, w tym roku najwięcej nauczycieli zwolnionych może zostać w Małopolsce – około 1,5 tys. i na Mazowszu – około tysiąca. W Podla-skiem pracę może stracić ponad 650 nauczycieli, na Podkarpaciu – prawie 550, na Śląsku i w Kujawsko-Pomorskiem – 400–500. W woj. pomorskim, zachodniopomorskim, dolnośląskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim pracę straci po co najmniej 300 nauczycieli.
Ciekawe są szczegółowe dane z Wielkopolski. Tam, według nieoficjalnych danych ZNP, wypowiedzenia otrzymało 670 nauczycieli, a 80 nie przedłużono wygasającej umowy. Ograniczenie etatu w różnym wymiarze zaproponowano aż… 1618 osobom”.

I „Miejska dżungla” w „Tygodniku Powszechnym” (nr 29 z 21 lipca).
„W Krakowie kibole stworzyli przestępczość zorganizowaną. I zabijają maczetami. A policja czuje się przeciążona, zagubiona, pozbawiona wsparcia.
– Kiedy słyszę doniesienia z Krakowa, mam déja vu – mówi dr Piotr Chlebowicz z katedry kryminologii i polityki kryminalnej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, autor książki „Chuligaństwo stadionowe. Studium kryminologiczne”. – W tym mieście wytworzyła się norma subkulturowa, która dopuszcza używanie „sprzętu”, czyli niebezpiecznych narzędzi. – Ktoś użył kiedyś noża, kto inny zrobił to samo – mówi policjant-wywiadowca. – Następni sięgnęli po cięższy sprzęt, aż uznano to za normę, napędzaną odwetami to z jednej strony, to z drugiej.

Wersję z efektem kuli śniegowej potwierdza kibic Wisły: – Tak działa prawo wendety. Nikt jeszcze nie użył broni palnej, ale gdy ktoś przekroczy tę granicę, zrobi się naprawdę krwawo. Dziennikarze „TP”, Michał Kuźmiński i Przemysław Wilczyński, dociekają, dlaczego tak się dzieje i co w tej kwestii może policja. Ich rozmówcy, zarówno z Komendy Głównej, jak i ze szczebla operacyjno-dochodzeniowego, mówią o nieustannych reformach w policji, o biurokracji, braku etatów, oraz lęku przed prokuraturą podczas prowadzenia tzw. „małych operacji specjalnych” (wprowadzaniu w struktury przestępcze policjantów pod przykryciem, pozorowanie narkotykowych transakcji czy zakładaniu podsłuchów), zawodnym systemie łączności itd. „Pan minister Sienkiewicz lata za wysoko” – tak policjanci komentują zarzuty szefa MSW, który po jednym z zabójstw w kibolskim półświatku wytknął władzom Krakowa niedostatek monitoringu i oświetlenia – tamto zdarzenie miało miejsce w biały dzień i na prywatnym osiedlu, które może mieć najwyżej monitoring własny, a nie miejski…

Problemu nie da się rozwiązać ani jedną administracyjną decyzją, ani zmianą prawa – piszą Kuźmiński i Wilczyński (przedstawiciele opozycji, na czele ze Zbigniewem Ziobrą, postulują zakaz noszenia noży i maczet). – Ta walka odbywa się na zbyt wielu polach. Toczy się w pobliżu murów z napisem „J… Żydów!”, na osiedlu, po którym niosą się ryki kiboli, w windzie komendy, w której swego czasu pojawiały się na przemian plakaty Wisły i Cracovii, a także w gabinetach urzędników, którzy zamiast współpracować, wolą wypominać sobie zaniedbania.
Oto, dlaczego maczeta okazuje się skuteczniejsza niż policyjna pałka”.

Czytacz

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.