„Mikrus” znowu zaszalał

Kaczowisko
261934_346411445482311_2112429912_n„Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne” – mówił podczas expose w 2006 roku premier Jarosław Kaczyński. Następnie, przed posiedzeniem rządu, usiłował namiętnie pocałować w rękę swojego ministra, Radka Sikorskiego.
Można by powiedzieć: demencja starcza, nocniczek, owsianka i nynu… I troskliwa, czuła opieka ze strony bliskich. Czy ma takich w ogóle?
Żadnych poważniejszych wzruszeń. Spokój i cisza.
Ale przecież ten człowiek ponownie pretenduje do 3. najważniejszego stanowiska w państwie. Chce jeszcze raz porządzić krajem.
Jego patologiczna niechęć (by nie powiedzieć więcej) do prezydenta Komorowskiego nakazała Kaczyńskiemu w ostatnich dniach ponownie odmówić udziału w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie omawiano polskie implikacje wynikające z ostatnich wydarzeń na Ukrainie.

Kaczyński nie jest kaczką specjalnej troski, choć na taką pozuje. Jego kaczym obowiązkiem jako posła, który żyje za naszą forsę, jest uczestniczyć w posiedzeniach Rady. Z fochami – do piaskownicy !
Odmówił także spotkania „sam na sam”. Czyżby obawiał się ponownego foux pas, że tym razem prezydenta cmoknie w kończynę?
O ile dobrze pamiętam, Kaczyński za obecnej prezydentury pojawił się w pałacu tylko raz: kiedy prezydenta Komorowskiego odwiedził prezydent USA, Barack Obama. Żeby choć przez chwilę ogrzać się światłem odbitym.
Trudno do końca być pewnym, za co „mikrus” tak znielubił prezydenta Komorowskiego: za to, że przegrał z nim wybory prezydenckie, zgodnie z własnym przekonaniem, że to Komorowski przyczynił się do śmierci Lecha-brata ?? A może za to, iż to Komorowski góruje nad szefem Prawa i Sprawiedliwości pod każdym względem?
Fizycznym, moralnym, ethosowym, psychicznym. Każdym.
Dziwne, że nie dostrzegają tego miłośnicy „mikrusa”.
I mu nie dziękują, by sobie odpoczął. I fobie leczył gdzie indziej.
Zygmunt Kmieciak

Redaktor

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.