Nieco podstarzali rewolucjoniści

 

 

Smolensk--620x300¾ życia przeżyli spokojnie, by nie rzec: niemrawo. Dla siebie, dla rodziny. Ale nic ponadto. Żadna tam przynależność do 1. Solidarności, żadne chodzenie na marsze i demonstracje przeciwko władzy komunistycznej, żadne tam narażanie się.

Ich nie dotyczyły dylematy stanu wojennego: czy podpisać lojalkę, czy nie, działać w podziemiu lub nie. Zrobić coś dla Ojczyzny albo i nie.

Ilu znam takich? Odpowiem: wielu. Za wielu.

I nagle poczuli wiatr w żagle. Odszukali w sobie  l   w   a. Na marszach smoleńskich można było nieco przewiędłe piersi wystawić dumnie do przodu, śpiewać – kompletnie bez konsekwencji: Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie. Chociaż ta Ojczyzna wolna była już od dawna. Pokrzyczeć nareszcie: Komoruski, zdrajcy, czerwoni. Komuniści i złodzieje. Nadal, o dziwo, bez konsekwencji żadnych nakarmić w sobie  l   w   a.

Żałosne, patrząc z boku. Może dlatego prawdziwi, a nie farbowani bohaterowie, ci, którzy znali i doświadczyli prawdziwą cenę odwagi zawsze od sekty smoleńskiej trzymali się z daleka.

Ale rewolucjoniści, nawet ci spóźnieni, zawsze muszą mieć przed sobą wroga. Obojętnie już, jakiego. Byleby karmił  l   w   a.

Mógłbym się założyć, że zdecydowana większość sekciarzy nie ma za sobą żadnego ethosu.

Ale teraz? Zupełnie coś innego. Można już wrócić do domu i spojrzeć na siebie wreszcie w lustrze. Nie pojawi się w nim twarz nihilisty. Moja dawna facjata.

 

Klincz

Redaktor

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.